17 luty 2008 r.

Metallica Fans - serwis o zespole Metallica !

metallica shop metallica gielda metallica forum metallica chat metallica ksiega metallica reklama
>>>GŁÓWNA
+ Metallica +
 » News
 » Nowa Płyta
 » Historia
 » Galeria
 » Nagrody
 » Prasa
 » Słownik
 » Ludzie
 » Teledyski
 » Wypowiedzi
 » Ciekawostki
 » Clifferia
 » Underground
 » Sklepik
 » MetClub

+ Koncerty +
 » Aktualne
 » Trasy
 » Met w Polsce
 » Relacje

+ Muzycy +
 » Grupa
 » Biografie
 » Sprzęt
 » Wywiady

+ Utwory +
 » Teksty
 » Tłumaczenia
 » Recenzje
 » Dzwonki

+ Dyskografia+
 » Albumy
 » Single
 » Video
 » Książki

+ Download +
 » Bootlegs
 » Mp3
 » Video
 » Tabulatury
 » WinAmp
 » Tapety
 » Midi
 » Inne

+ Kontakt +
 » Księga Gości
 » Forum
 » Ch@t
 » Giełda

+ Strona +
 »
 » Quiz
 » Puzzle
 » Ankieta
 » Reklama
 » Banners
 » Linki
 » Redakcja

+ Reklama +
·
·
·
·
·
·
·
·
·
·

Głosuj:





On-line:
2

Redakcja:

Nowa płyta Metalliki będzie...

najlepsza
powrotem do korzeni
poczatkiem końca zespołu
ostatnią




HISTORIA


Część 1   Część 2   Część 3  


Zew Ktulu (1)

W ciągu zaledwie kilku lat początkujący zespół z zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych zmienił na zawsze oblicze muzyki rockowej, zostawiając daleko w tyle konkurencję i wprawiając w osłupienie fanów. Nie doszłoby do tego, gdyby przed laty, w 1973 roku, ojciec młodego Duńczyka, Larsa Uiricha, nie zaciągnął go na koncert Deep Purple. Chłopak, będący tenisową nadzieją Danii, nie marzył już o występach na Wimbledonie, a zaczął ku zgrozie sąsiadów ćwiczyć grę na perkusji, by - idąc śladem swego idola lana Patce' a - przygotować się do występów przed dużo większą widownią.

LARS ULRICH: Zapamiętałem przede wszystkim Ritchiego Blackmore'a - ciskającego gitarę na ziemię i grającego na niej stopą. Zachowywał się w bardzo arogancki sposób. Cóż. Zapamiętałem, ze był to niesamowity spektakl. Byłem Wtedy dziesięciolackiem i nic miałem pojęcia o muzyce. Ale widowisko, które zobaczyłem, z Ritchiem Blackmorc'cm jako głównym aktorem, zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Następnego dnia pobiegłem do sklepu i zapytałem o płyty Deep Purple. Mieli tylko jedną - Fineball. Kupiłem ją więc. l od tego dnia jestem fanem Deep Purple...

Torben Urlich, znany w Danii tenisista, nie widział dla syna przyszłości na scenie i wzorem wszystkich ojców wiedzących, co jest najlepsze dla ich pociech, postanowił zdyscyplinować Larsa. W rezultacie chłopak spędzał na korcie po osiem godzin dziennie, a jedynie w wolnych chwilach zamykał się w pokoju i słuchał muzyki. Dość łagodny przebieg miał młodzieńczy bunt Larsa. Nastolatek po morderczych treningach po prostu izolował się w świecie pełnym fascynujących dźwięków.
W związku z przeprowadzką na Zachodnie Wybrzeże Stanów Zjednoczonych chłopak musiał co prawda zostawić w Danii swoją pierwszą perkusję, ale w Ameryce szybko kupił sobie następną. Pobyt w Newport Beach, położonym nieopodal Los Angeles, miał być remedium na odejście Larsa od tenisa, ale na całe szczęście było już za późno.
Przełom lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych na zachodzie Stanów nic był specjalnie inspirujący dla fana ciężkiego grania. Na wschodzie istniały już doskonałe zespoły, jak Riot, ale w okolicy, do której sprowadził się Lars, królowały Journey czy REO Speedwagon, a Van Halen był szczytem rockowej ekstrawagancji. Paradoksalnie zdobywanie płyt z Europy było dla Larsa trudniejsze i bardziej kosztowne niż dla kolekcjonerów w Polsce. Nikt w Ameryce nie słyszał o New Wave Of British Heavy Metal, żaden sklep nie sprowadzał albumów z drugiej półkuli. Ale pochłonięty nową pasją Urlich stawał na głowie, by stale powiększać kolekcję o nowe płyty właśnie wchodzących na rynek zespołów spod znaku NWOBHM. Sweet Savage, Iron Maiden, Saxon, Trespass i szczególnie Diamond Head były ulubionymi grupami Larsa. Ta ostatnia wydała właśnie swój debiutancki album "Lightning To The Nation", zawierający takie utwory, jak Am I Evil czy Helpless.
Ulrich był zafascynowany formacją do tego stopnia, że poleciał do Anglii i zrobił wszystko, żeby do niej dotrzeć. Poznał wokalistę Seana Harrisa oraz pozostałych muzyków i przez miesiąc mieszkał u nich, podpatrując powstawanie nowych utworów i sposoby ich aranżowania.

LARS ULRICH: Najbardziej utkwiło mi w pamięci to, jaką wagę przywiązywali do pracy nad repertuarem. Wszystko inne miało dla nich znaczenie drugorzędne. Liczył się przede wszystkim utwór. I co głównie zawdzięczam spotkaniu z Diamond Head - przekonanie, że najwięcej serca trzeba włożyć w kompozycję. Cóż jeszcze zapamiętałem? To, że byli niezwykle przyjacielscy. Że nie zadzierali nosa. Wtedy przekonałem się, iż można być muzykiem, grać w zespole, a zarazem pozostać zwykłą istotą ludzką. Zespół Diamond Head miał więc również bardzo pozytywny wpływ na postawę Metalliki...

Podczas pobytu na Wyspach Lars zetknął się też z wieloma innymi muzykami, w tym z Lemmym i pozostałymi członkami Motorhead.

LARS ULRICH: Motorhead grali wtedy coś, co można nazwać agresywnym, szybkim, ciężkim rock'n'rollem. Większość jego kawałków oparta była na progresjach akordowych wziętych z klasycznego rock'n'rolla w wydaniu, powiedzmy, Chucka Berry'ego. I była to muzyka, która miała na nas ogromny wpływ. Myślę, że w okresie od 1978 do 1982 byłem największym fanem Motorhead na kuli ziemskiej. Wiele czasu strawiłem przemierzając świat ich śladem. Udało mi się do nich zbliżyć - podobnie jak do Diamond Head. Najpierw kręciłem się przy nich, później dopuścili mnie do swojego grona, w końcu wzięli mnie pod opiekuńcze skrzydła - byli dla mnie naprawdę mili. Fajna sprawa. Lemmy to wspaniały, naprawdę wspaniały facet. Ani trochę nie zepsuty, szczery, wiarygodny we wszystkim, co robi. Uałbym się za niego pokrajać.

W tym czasie Ulrich odwiedził też rodzinną Kopenhagę i tam z kolei poznał muzyków Mercyful Fate. Wiedział już, że nie wróci do tenisa. Jak wielu młodych ludzi w tym czasie został porwany przez wartki nurt, który objął już swoim zasięgiem całą Europę. Obładowany płytami wrócił do Los Angeles z mocnym postanowieniem zerwania z graniem do lustra. Chciał mieć własny zespól. Nie wiadomo, jak potoczyłyby się jego losy, gdyby przyjął złożoną mu w tym czasie propozycję przyłączenia się do zespołu Anvil Chorus, później przemianowanego na Metal Church. Na szczęście ją odrzucił.
Co robi zdesperowany młody muzyk w kraju o największej ilości gitar na kilometr kwadratowy na świecie? Daje ogłoszenie do gazety. Jak głosi legenda, anons ukazał się w piśmie "The Recycler" w 1981 roku. Został zauważony przez Jamesa Hetfielda, który w muzyce szukał ucieczki od atmosfery panującej w domu rodzinnym. Sekta Christian Science, do której należeli rodzice przyszłego frontmana Metalliki, odmawiała jakiejkolwiek ingerencji w ludzki organizm. Człowiek słaby i chory - trawestując przekonanie kościoła protestanckiego - jest z góry skazany na potępienie. Matka Hetfielda zmarła na raka, odmawiając nawet przyjęcia środków przeciwbólowych, podobnie jak wcześniej interwencji lekarza. Bunt Jamesa miał więc znacznie poważniejsze podłoże niż niechęć do zawodowego grania w tenisa.
Hetfield nie był debiutantem. Były muzyk zespołów Obsession i Leather Charm patrzył z wyższością na Urlicha, który co prawda po powrocie z Europy zrobił znaczne postępy w grze na perkusji. Po wspólnym jam session przypadli sobie do gustu. Gadatliwy Lars zasypywał informacjami Jamesa, opowiadając mu o nowej muzyce i zamęczając nagraniami z przywiezionych z Europy płyt. Z początku James nie za bardzo wiedział, co o tym myśleć. Dał się jednak przekonać, coraz bardziej zafascynowany brzmieniem Brytyjczyków.
Po dość niefortunnych przymiarkach do nazwy zespołu - Blitzer, Grinder czy Red Vette - młodzieńcy ukradli pomysł znajomemu, Renowi Quintanie, który chciał założyć pismo pod tytułem "Metallica". Ron musiał wówczas zadowolić się innym szyldem - "Metal Mania".
W tym czasie na Zachodnim Wybrzeżu jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać zespoły zafascynowane nowym brzmieniem zza Oceanu. Magazyn "New Heavy Metal Review" wydawany przez Briana Slagela, miał podobnie jak świeżo założona przez niego firma Metal Blade promować muzyków z tego rejonu Stanów. Pomysł był prosty i jest z powodzeniem stosowany do dzisiaj. Wydaje się kompilacje z nagraniami zespołów, które nie mają podpisanych kontraktów z dużymi wytwórniami. Seria składanek wypuszczona przez Metal Blade nazywała się Metal Massacre, aby pozbawić złudzeń rodziców słuchających The Carpenters i aby zachęcić ich dzieci do kupienia płyt z nieziemskim czadem opakowanym w okładki z nieco kiczowatymi, ale za to wystarczająco przerażającymi rysunkami.
Ponieważ, zespół Metallica był w tym czasie duetem (nie zagrzał w nim miejsca gitarzysta Brad Parker), a Slagel domagał się nagrania na pierwszą składankę obok m.in. Bitch, Steeler, Malice czy Ratt, trzeba było dokonać go w okrojonym składzie. Lars na perkusji, James gitary, bas i śpiew. Na czterośladzie zostały zarejestrowane: Hit TheLights, Killing Time, Sweet Savages i Let it Loose Sauage. Dokooptowany w ostatniej chwili gitarzysta Lloyd Grant dograł wszystkie solówki. Po nieporozumieniach odszedł tak, jak przyszedł, i założył Defcon. Na tydzień zastąpił go niejaki Mike, który z kolei ustąpił miejsca Dave'owi Mustaine'owi. Basistą został w tym czasie współlokator Hetfielda, Ron McGovney. 14 czerwca 1982 roku, wraz z ukazaniem się Metal Massacre z utworem Hit The Lights, świat poznał zespół Metallica.
Już wtedy grupa dawała koncerty i nawet wystąpiła przed Saxonem w słynnym klubie Whiskey A Go Go w Hollywood. Zachwycona publiczność nie zdawała sobie najwyraźniej sprawy z tego, że większość utworów to kompozycje Diamond Head i innych ulubieńców muzyków. Formacja po latach nie przecenia pewnego zdarzenia z tego okresu, które przez niektórych uważane jest za istotne: mając zagrać przed Krokusem musiała zaprezentować się jako główna gwiazda, bo Szwajcarzy zerwali koncert. Nie było to tak istotne, ponieważ byt to tylko mały występ klubowy.
Metallica postanowiła w każdym razie iść za ciosem i nagrała trzy nowe utwory: The Mechanix, Jump In The Fire i Motorbreath, a także poprawiła Hit The Lights. Nowa wersja tej ostatniej kompozycji zastąpiła poprzednią we wznowieniach płyty Metal Massacre.

DAVE MUSTAINE: Cliff Burton codziennie rano przyjeżdżał po mnie i podwoził mnie na próby. Miał takiego okropnego Volkswagena kombi. Cuchnęło w nim spalinami, że wytrzymać nie było można. Ale na nic innego nie było go stać. Byliśmy wtedy naprawdę biedni. Mieliśmy jedynie nadzieję, że kiedyś się przebijemy. Chociaż jednak Cliff był bez grosza, miał przy sobie zawsze trawkę. Wyjątkowe świństwo. Nie dało się tego palić. A łeb później pękał z bólu. Ale można było na chwilę odlecieć. No więc jeździliśmy razem na próby i z powrotem, paliliśmy trawkę i słuchaliśmy Lynyrd Skynyrd. Cliff katował mnie nagraniami Lynyrd Skynyrd. A ja myślałem sobie: "Jak ja nienawidzę tych pieprzonych Południowów!" (śmiech). Z Lynyrd Skynyrd wiąże się zabawna anegdota. Na jednej z prób pracowaliśmy nad utworem Mechanix. I w pewnej chwili Lars powiedział: "Chciałbym, żebyś w środku zagrał coś naprawdę melodyjnego." Odparłem: W porządku. I zagrałem Sweet Home Alabama (najbardziej znany utwór Lynyrd Skynyrd - przyp. red.). A Lars na to: "Cholera! To było świetne!" A ja pomyślałem sobie tylko: "Nigdy nie zgadniesz, co to jest (śmiech)." Odegrałem melodię, której codziennie musiałem słuchać w drodze na próby...

28 maja 1982 roku zespół otoczony już pewną sławą otwierał imprezę w Concert Factory w Los Angeles z udziałem Leatherwolf, August Redmoon i Roxy Rollers. Był to występ w pięcioosobowym składzie - u boku Mc Goyneya, Mustaine'a, Urlicha i Hetfielda pojawił się gitarzysta Jeff Warner, ale nie zagrzał miejsca w grupie - później dał się poznać jako muzyk hardrockowego Black 'N' Blue. Aby nie rozmieniać się na drobne, zespół odrzucił propozycję firmy High Velocity nagrania minialbumu. Urlich i Hetfiełd nie chcieli do końca życia nagrywać dla niezależnych wytwórni lokalnych, które nie były w stanie zapewnić im właściwej promocji ani koncertów. Zbyt wiele widzieli grup uwikłanych w kiepskie kontrakty tylko dlatego, że chciały za wszelką cenę nagrać płytę.
Postanowili docierać do swoich fanów przez rynek niezależny i dlatego już w lipcu 1982 roku nagrali świetnie przyjętą kasetę demo No Life Till Leather.. Agresywna, diabelnie szybka muzyka przysporzyła grupie wielu fanów w Ameryce i Europie głównie za sprawą holenderskiego pisma "Aardschok". Przełom ten można porównać tylko z eksplozją punk rocka. Sukces nadchodził wielkimi krokami, ale Metallica cierpliwie czekała na pojawienie się oferty od wytwórni, która nie zakopałaby jej w Los Angeles. To, co się działo wtedy w muzyce, było wyzwaniem rzuconym skostniałym gustom konserwatywnej Ameryki i wyjście z podziemia było zadaniem, które przerastało możliwości lokalnych promotorów.
Poważny koncert, dzięki któremu zespół wyszedł z ukrycia, miał miejsce 18 września 1982 podczas organizowanego przez Briana Slagela i Metal Blade festiwalu Keystone w San Francisco, promującego artystów występujących na Metal Massacre. Miały zagrać Bitch, Hans Naughty i świetny Cirith Ungol. Ten ostatni nie dojechał i dlatego Slagel zaprosił Metallikę. Grupa okazała się czarnym koniem imprezy, pozostawiając publiczność na długo w osłupieniu. Muzycy wykonali utwory z taśmy No Life Till Leather i dwie kompozycje Diamond Head. I o ile na koncercie bez Krokusa publiczność uczestniczyła w występie raczej statycznie, to w San Francisco było wręcz przeciwnie. Niewiele młodsza od muzyków grupa fanów metalu tak zapamiętale falowała w rytm ostrych dźwięków, że musiano zorganizować jeszcze kilka występów w Bay Area.
W listopadzie 1982 roku Metallica grała w San Francisco m.in. przed zespołem Exodus. Jego menażer, Mark Whitaker, został później dźwiękowcem formacji, a jeden z muzyków, Kirk Hammett, jej gitarzystą...
Koncerty w San Francisco zarejestrowano i wydano na kolejnej taśmie demo, zatytułowanej l.ive Metal Up Your Ass. Tandem Hetfield/Urlich miał już wtedy sprecyzowaną wizję zespołu, jego wyglądu i kierunku, w którym miał podążać. Niestety, do tego obrazu zdecydowanie nie pasował Ron McGovney. Mniej więcej w tym czasie Lars i James zobaczyli na scenie klubu Whiskey A Go Go w Los Angeles grupę Trauma, której nagranie, nawiasem mówiąc, ukazało się na drugiej płycie cyklu Metal Massacre. Jej basista, Cliff Burton, zwracał uwagę nie tylko odlotowym wyglądem - m.in. niemodne już od jakichś pięciu lat spodnie dzwony -ale przede wszystkim fenomenalnymi umiejętnościami. Sporo czasu i ustępstw kosztowało Ulricha i Hetfielda namówienie go, by dołączył do Metalliki. Warunkiem Cliffa było, między innymi, przeprowadzenie się zespołu do San Francisco. Larsowi i Jamesowi widać bardzo zależało na nowym basiście, ponieważ zgodzili się i na to. Występ 30 listopada 1982 roku w klubie Mabuhay Gardens był ostatnim koncertem z Ronem. Dowiedział się przez przypadek o zachwytach nad Cliffem i nieźle się wkurzył. Metallica rodziła się w bólach i nie był to ostatni zakręt w jej historii. Po kilku próbach wiadomo było, że Cliff do zespołu pasuje jak ulał. W lutym 1983 roku, już w San Francisco, powstała taśma demo z nagraniami No Remorse i Whiplash. W marcu Metallica zagrała pierwsze koncerty w składzie z Burtonem.

Czytaj dalej >>></ center>

Copyright © 2001-2007 by Metallica Fans | e-mail: redakcja [.at.] metallicafans . net | Protected by